Serwis pinger.pl wkrótce zostanie zamknięty.X
  • Wpisów:137
  • Średnio co: 27 dni
  • Ostatni wpis:7 lata temu, 23:21
  • Licznik odwiedzin:19 151 / 3861 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Szukałam jakiegoś kremu nawilżającego dla mojej mieszanej cery. Ten przyciągnął moją uwagę swoim pięknym opakowaniem. Jest ono bardzo słodkie i dziewczęce.


Po otwarciu kartonika nie jest już tak pięknie bo opakowanie jest plastikowe i trochę tandetne według mnie. Ale wnętrze jest ważniejsze.


Producent poleca go dla każdego rodzaju cery ponieważ szybko się wchłania i pozostawia skórę nawilżoną bez jej obciążenia. Ma być dobrą bazą pod makijaż. Zawiera morelowy nektar, sweet H2O (roślinny cukier, który zatrzymuje wodę w naskórku) i olej z orzechów makadamia- ok tylko gdzie w składzie? Olej z orzechów jest dość wysoko w składzie bo na 4 miejscu, gdzieś w środku znajduje się owocowy ekstrakt więc nie jest źle.

Krem pięknie pachnie morelami i jest naprawdę lekki. Ja zrobiłam błąd bo kupiłam go sobie jak zaczęła się jesień i trochę nie wyrabiał w nawilżaniu mojej skóry. Na lato byłby idealny. Może kupię go jeszcze raz bo był tani (jakieś 20 zł) a zapach był cudny.

Krem polecam tylko dla osób, które nie mają problemów z suchą skórą, głównie dla tłustej i mieszanej ale nie z przesuszonymi policzkami.
  • awatar Gość: Ja też lubię ten krem, a to co mi się w nim podoba najbardziej, to konsystencja - naprawdę leciutka. No i piękne opakowanie :)
  • awatar TheBolly: @gościula: To może ja trafiłam na gorszy okres mojej skóry bo akurat był sezon grzewczy i potrzebowałam czegoś mocniejszego. Jak już pisałam prawdopodobnie kupię go jeszcze raz teraz jak mi się krem skończy. :)
  • awatar Gość: A ja mam dość suchą skórę i używam tego kremu z prawdziwą przyjemnością. Lekki jest - to prawda, ale też dobrze nawilża. Mi nic więcej nie potrzeba :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Była ładna pogoda to dopadło mnie przeziębienie teraz jak już odpuszcza to zrobiło się brzydko. Jak pech to pech .
Skoro pogoda nas jeszcze nie rozpieszcza słoneczkiem i ciepełkiem (chociaż u mnie wszyło dzisiaj zza chmur ale nie wiem na jak długo ) to pokażę wam co przez jesień i zimę nadziergałam.

Pierwszy był jasnoróżowy komin widać, że jeszcze nie bardzo umiałam robić na drutach bo oczka są krzywe i czasami widać małe dziurki ale i tak błam z niego bardzo dumna i nieraz w nim chodziłam. Na przyszłą jesień na pewno go jakoś przerobię bo coś mi w nim jeszcze nie pasuje.


Następny był chyba ten komin-warkocz. Wygląda na ciężki do zrobienia ale tak na prawdę to tylko trzy paski splecione razem i zszyte.


Później zrobiłam kolejny komin. Chciałam zrobić sobie fajny szalik ale niestety nie starczyło mi już wełny a przez internet jednej nie opłacało mi się zamawiać więc wyszło na to, że będzie kolejny komin. Ale chyba na następną jesień dokupię sobie jeszcze wełny i zrobię jednak szalik bo strasznie nie podoba mi się to jak ten komin wygląda- jakbym miałam zwykły golf założony . Mama zrobiła mi do niego czapkę z bąblem i to w sumie dlatego mi nie starczyło na szalik



No i potem jeszcze dwa szaliki sobie zrobiłam



Oczywiście do każdego szalika i komina znajdzie się pasująca czapka. Jak widać zimy mi nie straszne bo arsenał mam dość duży a pewnie się jeszcze powiększy bo szaliki idą szybko . Czapki troche trudniej ale nauczyłam się robić nawet berety więc spoko (szkoda tylko, że nie podobały mi się i sprułam je bo miałbym ładny komplet z niebieskim szalikiem ale zamiast tego zrobiłam swoją pierwszą czapkę którą mama musi mi pomóc zeszyć).

 

 
W końcu się zmobilizowałam i porobiłam zdjęcia. Miałam do dyspozycji tylko moją nokię więc szału nie ma ale mam nadzieję, że w miarę widoczne będzie wszystko.

Pisałam wam już o tej spódnicy bo uszyłam ją w tamtym roku. I już sobie w niej nie raz chodziłam.

Dawno temu bo jeszcze jak byłam w liceum (w pierwszej klasie chyba) kupiłam sobie w sh czarną koronkową sukienkę. Miałam ją raz ubraną jak się za czarownicę przebierałam i tak sobie leżała przez te pare lat. Miałam nawet kiedyś "świetny" pomysł i doszyłam do jej góry perełki. A i odprułam tiul z podszewki.
Sukienka wyglądała tak


zoom na perełki...


...i ładne wykończenie

Wreszcie któregoś dnia stwierdziłam, że nie potrzebuję już takiej sukienki bo piękną czarną, koronkową kupiłam z Asosa. Szkoda mi jej było jednak wyrzucić i postanowiłam w końcu zmierzyć się z maszyną do szycia.
W efekcie mojej walki z koronką (kto to widział na pierwszy raz wybierać szycie koronkowej spódnicy )wyszła całkiem fajna rozkloszowana spódnica na gumce. Fakt jest miejscami krzywo zszyta ale przy noszeniu nie rzuca się to tak w oczy. A jaka duma, że ma się coś własnoręcznie stworzonego



Nawet doszyłam znowu połowę tego tiulu, który wcześniej specjalnie wyprułam (z tym było dużo zabawy bo przyszyłam najpierw oba ale dziwnie sterczała i musiałam wszystko spruć i od nowa wszyć). Koniec końców jestem z niej nawet zadowolona.
 

 
Zaczynam już nowy semestr dzisiaj, zaraz będę jechać na zajęcia, ale chciałam wam jeszcze coś napisać.
W zeszłym semestrze miałyśmy na jednych zajęcia praktycznych opalanie natryskowe. Chętnych jakoś było mało więc stwierdziłam, że w sumie to raz się żyje a poza tym jest zima więc jak coś to nie będzie tak bardzo widać bo zimno jest i chodzę grubo poubierana.

Ogólne wrażenie- no nawet nie było tak źle bo zrobiłyśmy jasnym barwnikiem i prawie najsłabszym natężeniem. Całe ciałko oprócz twarzy wyszło ładnie (taka morska, wakacyjna opalenizna) ale na twarzy wyszło zbyt mocno. Ciekawe dlaczego wyszło tam mocniej skoro wszędzie robiłyśmy dwie takie same warstwy? Szkoda, że nie zrobiłam sobie wtedy zdjęć ale jak zobaczyłam wieczorem moją twarz to się trochę przeraziłam

Czy zrobiłabym sobie to jeszcze raz (i to już nie za darmo)? Raczej nie bo wolę jednak mój naturalny kolor skóry a poza tym cena w stosunku do trwałości opalenizny, u mnie trzymała się ok tydzień, jest jak dla mnie zbyt wysoka.

Robiłyście sobie już kiedyś opalanie natryskowe? Jakie są wasze wrażenia?
 

 
Sesja mnie wciągnęła na tak długo. Właściwie to sesja i wszystkie zaliczenia. Ale teraz mam już na razie luzu trochę więc przybywam.
W między czasie mam dwie "recenzje" o kremach do twarzy- bo jak wiadomo ciągle szukam czegoś lepszego . I w końcu muszę pokazać moje "cudo", które uszyłam w zeszłym roku. Ostatnio dużo w nim chodziłam i bardzo je polubiłam. Wczoraj (a właściwie to już dzisiaj) w nocy skończyłam kolejny szalik i postanowiłam w końcu nauczyć się robić czapki na drutach. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Zdjęcia też się pojawią oczywiście. Kurcze nie wyrobiłam się z tym szalikiem trochę bo zima nas na razie opuściła no i w sumie mogłaby już nie wracać Ale jak coś to będę miała nowy komplecik w gotowości .
 

 
Jej już daaaawno miałam wstawić moją opinię o tej pomadce/ szmince (jak zwał tak zwał).
Kupiłam ją w październiku 2012 na promocji w Naturze (tylko tam są chyba sprzedawane).
Wybrałam ją w zasadzie tylko dlatego ,że wtedy zrobił się boom na ciemne usta i chciałam wypróbować ten kolorek u siebie a nie chciałam wtopić zbyt dużo kasy jakby się okazało, że to nie dla mnie ( co zresztą i tak było prawdą bo takie kolory to chyba jednak jeszcze nie dla mnie). Kosztowała kilka złoty, ile dokładnie wam już nie powiem bo nie pamiętam ale na pewno mnie niż
10 zł.
Kolorek 312


O ile w opakowaniu wygląda na dość ciemną to na ustach wychodzi dość delikatnie więc nie ma co się jej bać W zależności od tego ile jej nałożymy na usta będziemy miały mocniejszy kolorek. Na prawdę trzeba jej dużo nałożyć żeby uzyskać taki efekt.


O ile sam kosmetyk był nawet znośny bo nie wysuszał mi warg tak opakowanie to totalna masakra Bardzo szybko apisy się starły a przy każdym użyciu musiałam tak trzymać szminkę,żeby nie wkręciła się do środka. Moja mama też chciała tą szminkę i jej opakowanie po drugim użyciu pękło.


Mam więc dosyć mieszane czucia co do tej szminki ale już raczej nie kupię jej ponownie bo tyle innych ciekawych produktów możemy w drogeriach znaleźć.
 

 
Ale się wciągnęłam w to dzierganie.
Dwa kominy już gotowe i są już w użytku
Jeden szalik w trakcie a na drugi zabrakło mi wełny Chyba będę musiała go spruć i zrobić kolejny komin bo ostatnio nie było już tej włóczki z której go robiłam.
 

 
Znowu taka przerwa... Przez ten czas uczyłam się szyć na maszynie i dziergać.
Jak tylko zrobię zdjęcia to wrzucę wam moje pierwsze "cudeńka".
Uszyłam spódnicę z koronki- ale jestem z siebie dumna mino, że trochę krzywo wszyta gumka.
A na drutach wydziergałam komin- szału nie ma ale mam zamiar go jeszcze ozdobić.
Teraz zabrałam się za nowy szal lub komin- zobaczymy na co starczy
 

 
Krem kupiłam w czerwcu i nie mam już opakowania a na słoiczku nic ciekawego nie pisze

Nazwa mówi nam, że mamy do czynienia z kremem nawilżająco- matującym. O ile dawać mat na mojej twarzy daje(dawał) i to całkiem dobry tak nawilża wcale. Nawet mogłabym rzec, że wysusza skórę. Na noc potrzebny był dobry natłuszczacz.
Dobrze, że kremu używałam tylko w okresie letnim bo używając go jesienią/zimą miałabym istny wiór na twarzy. Naszczęscie u mnie zimą nie potrzeba jakiegoś mocno matującego kremu a poza tym ten krem skończył mi się już trzy dni temu

Zapach kremu był naprawdę przyjemny i nie zmieniał się na twarzy (tak jak to robiła mi ziaja) a konsystencja lekka i przyjemna. Opakowanie- szklany słoiczek z porządnym zielonym wieczkiem jest takie fajne, że odkleiłam sobie tylko nalepkę z nazwą kremu , wyczyściłam i przechowują w nim małe gumki do włosów.




Ogólnie jako krem na lato mógłby być dobry gdyby tylko coś jeszcze nawilżał.
 

 
Wpis miał być wczoraj ale coś się przeziębiłam i nie miałam wczoraj siły na sensowne myślenie
Dzisiaj może pójdzie mi lepiej.

Próbka kremu starczyła mi na 5 użyć. Czyli całkiem dużo. W weekend byłam w szkole więc wybrałam swój stary krem bo Ziaja jest tak treściwa dla mnie, że efekt błyszczenia i lepkości murowany.

Ogólnie krem całkiem dobry ale jeśli chodzi o moją skórę to tylko na noc i to zimą. Wielkiego pobojowiska mi nie zrobił na twarzy i co najważniejsze nie uczulił mnie (a z Ziają często się to u mnie zdarzało), więc może i bym go kupiła.
Jest tylko jedno ale- zapach,który po otworzeniu próbki był świetny i owocowy, Po chwili na skórze zmieniał się w okropny zapach zwykłej kosmetycznej wazeliny. Nie wiem czy była to reakcja na moją tłusta skórę czy tylko moje dziwne omamy ale przez dość długi czas po nałożeniu czułam właśnie wazelinę.
W sumie używając tego kremu na noc nie czułabym tego zapachu, więc może się jeszcze nad zakupem zastanowię. Na razie kupiłam sobie już nowy krem na dzień o którym napiszę jutro.
 

 
Wczoraj zaczęłam testować krem z Ziaji na dzień.
Krem na dzień , ochrona niska SPF 6 do skóry wrażliwej, mało elastycznej, bio olejek z pestek winogron.

Ziaja robi całkiem fajne próbki bo moje mają aż 5 ml (gdzie zazwyczaj jest 1-2 ml) więc starczy na kilka razy i możemy sprawdzić nie tylko konsystencję i zapach ale też to jak się skóra będzie po kilku dniach zachowywać.

Co producent pisze nam o kremie:
Nawilżający krem z naturalnym olejem z pestek z winogron
* Zapewnia efekt stabilnego poziomu nawilżenia skóry
* Wyraźnie uelastycznia naskórek
* Skutecznie łagodzi podrażnienia
* Chroni przed promieniami UV i przedwczesnym starzeniem
* Stanowi doskonały podkład pod makijaż


Co ja zauważyłam po dwóch zastosowaniach:
* Krem jest treściwy i ma przyjemny, owocowy zapach
* Dla mojej mieszanej skóry może być trochę ciężki- po nałożeniu skóra jest błyszcząca i czuję, że mam coś na twarzy
* Całkiem dobrze natłuszcza, nawilża
* Po nocy zauważyłam tylko 1-2 małe pryszcze (ale tutaj "winnym" może być herbata oczyszczająca- zielona herbata z algami morskimi)


zdj. ze str. ziaja.com

Dalsze testy przede mną jak je skończę to dam znać. Miała, któraś z was ten krem? Warto kupować?
 

 
Skończyłam wczoraj oglądać statek i powiem tylko tyle, że końcówka zepsuła cały serial. Wiem, że była na szybko dokręcana ale mogli trochę lepiej to zakończyć.
Nie lubię słabych efektów specjalnych w których aż w oczy razi, że to zrobione komputerowo jest. Już wolę jak ich wcale nie ma. No i jak już pisałam bardzo naciągana fabuła. Czasami była zbyt przekombinowana, ale takie są uroki sci-fi. Zabawne były ich głęboki rozmowy o miłości i rodzinie w czasie strzelaniny, sztormu itp.

Ogólnie serial oceniam: 6/10.


A teraz nadrabiam sobie zaległości w angielskich i amerykańskich produkcjach
 

 
Przepadłam na dwa tygodnie bo odkryłam niedawno niezły serial hiszpański- "Statek".
We wrześniu stwierdziłam, że zacznę się uczyć hiszpańskiego a serial kiedyś przypadkiem na AXN znalazłam. Oglądam go z napisami, żeby osłuchać się w tym języku. Wiem, że to nie to co w szkole językowej ale tak mniej więcej mówią Hiszpanie na codzień.

Co do samego serialu i jego fabuły to powiem, że jest strasznie naciągana i całość jest trochę podobna do "Lost", którego oglądałam od pierwszych odcinków, czyli od jakiejś 6 klasy To taka telenowela z wątkiem sci-fi. Polecam jeśli ktoś lubił Zagubionych.


Oglądacie też? A może znacie jeszcze jakieś fajne seriale Hiszpańskie bo ten mi się już niedługo skończy .
  • awatar TheBolly: @Odchudzanie bez efektu jojo: Ja oglądałam go z polskimi napisami, ale pewnie gdzieś można i hiszpańskie znaleźć. Na zalukaj.tv i kinomaniaku oglądałam.
  • awatar Odchudzanie bez efektu jojo: Gdzie można oglądać ten serial? :) I czy jest on dostępny z hiszpańskimi napisami? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nabyłam ostatnio w second handzie całkiem fajny żakiet. Cena też była całkiem miła bo 7,50 zł za żakiet to nie majątek Bardzo spodobał mi się motyw róż, z daleka wygląda jak koronkowy. Jedynym jego minusem był dość brzydki guzik. Ale co to za problem znaleźć jakiś nowy fajny i przyszyć

żakiecik przed:

zbliżenie na brzydki guzik



I już po


Tu widać nowy, perłowy guzik i wystające różyczki


Jeden mały element a ciuszek wygląda od razu inaczej
 

 
Szukam jakieś dobrego kremu na jesień/zimę dla skóry mieszanej. Myślę o jakimś może półtłustym albo odżywczym. Znacie może jakiś fajny?
 

 
Jako, że nie lubię wozić ze sobą do Katowic po kilka zeszytów na zajęcia stwierdziłam, że będę prowadzić notatki w segregatorze bo tam mogę mieć wszystkie w jednym miejscu. Zawsze miałam jeden duży zeszyt i wszystko w nim pisałam. Ale skutek był taki, że notatki z jednego przedmiotu miałam rozsiane po całym zeszycie albo na różnych osobnych kartkach (bo czasami część sobie przepisywałam "na czysto"- wiadomo jakie na wykładzie tempo nie raz jest ).

Stwierdziłam więc, że potrzebuję segregator.
I tu kolejny dylemat bo w domu były tylko te w rozmiarze A4 a czasami wole jechać z mniejszą torbą jak mam mało zajęć. Szukałam więc po sklepach ale widziałam tylko te dziecięce z księżniczkami, misiami i samochodami a ceny ich nie zachęcały mnie do kupna (musiałabym dokupić jeszcze materiały do oklejenia go).

Już chciałam zamówić sobie na allergo jakiś ale w biedronce wyprzedają już produkty szkolne i udało mi się znaleźć segregator A5 za 3.50 zł. Taką cenę to mogłam zapłacić Wystarczyło jeszcze dokupić okleinę i kleić

Segregator z Dzwoneczkiem byłby słodki gdybym była w podstawówce


W środku też były wróżki. Z nimi poradziła sobie zwykła biała kartka A4 złożona na pół bo inaczej małe wredoty nam prześwitywały

Trochę jest zabawy z tym oklejaniem i nie powiem, ze jest to proste bo łatwo można coś krzywo przykleić albo narobić bąbelków z powietrza.
Pierwszy raz bawiłam się okleiną i z tyłu segregatora zrobiło mi się kilka małych bąbelków z powietrza ale delikatnie przebiłam je igłą i śladu po nich nie ma. Przy przodzie miałam już trochę doświadczenia i wyszedł super.







Okleiny kupiłam sobie cały metr więc dużo mi zostało. Mam zamiar okleić sobie jeszcze jakiś stary duży segregator do kompletu.
 

 
Po prawie pół rocznej przerwie wracam
Studia, sesja, praktyki i człowiek nie ma pomysłów na wpisy. Ale teraz trochę się tego uzbierało więc postanowiłam wrócić.